RSS
sobota, 22 marca 2014
wiosenny potop endorfin

mój tygrys wyległ w las bengalski. wiosna idzie. wyszłam żywopłot przycinać, ale łokcie tenisisty skutecznie mnie powstrzymały. porzępoliłam biedne gałązki. przepraszałam je wszystkie naraz i każdą z osobna. przybyłam, poszarpałam, przegrałam. chłopa mi trza.

bukszpan jakoś obcięłam. zgrabny sześcian to może nie jest, ale kto powiedział, ze być musi. tygrysica znowu w kadrze, bo jak pies za mną łazi. suka znaczy

endorfin mam ostatnio dużo :D chyba się produkowały cichutko zimą i na wiosnę wylazły. w ogóle nie wiem skąd ich aż tyle. mózg mi zalewają. to przedziwne zjawisko. szykuję sobie poletka do upraw, na ziemniaki się chyba w tym roku nie zdecyduję ;) ale na pewno truskawki, rukola i pietruszka będą. plus koper. w tym celu mój Tata rozmontował kompostownik a ja poletka teraz szykuję wykładając je pieczołowicie próchnicą. łap nie czuję dziś

na Bamberkę tygrysicę w kadrze zawsze można liczyć ;)

a! moja noga skręcana i rozkręcana ma się już świetnie :) oczywiście rehabilitacji nigdy nie za wiele i z tego powodu wybieram się do... sanatorium! tadam! sama pokiereszowana noga to za mało aby NFZ przyznał sanatorium, ale na szczęście mam w repertuarze jeszcze kilka chorób :D powinny wystarczyć. jedna jest mocno przewlekła ;) klimat sanatorium bardzo mnie ciekawi, zocze maksikaza na pewno i będę bacznie przyglądać się jak rusza na cowieczorne łowy... szczerze? nie mogę się doczekać :)) a poczekam jeszcze pewnie trochę wszak nfz nierychliwy mocno. czy sprawiedliwy hmmm nie sądzę.

to pozdrawiam was wiosennie i czekam na sanatorium.

czwartek, 18 kwietnia 2013
porno dla ubogich
dla bardzo ubogich :D

melduje, że udało mi się wykąpać! siedziłam w wannie bitą godzine. szarym mydłem wypielęgnowałam rany. teraz zaprezentuję moje rozbierane zdjęcia :)



Micho mi wszystko przygotował juz zawczasu, a przy kąpieli towarzyszyła mi Michalina ;) moja mama siedziała juz u mnie tyle, że miałam wyrzuty sumienia i jak wyjechała (miała termin u lekarza) to musiałam szybko obczaić temat samodzielnej kąpieli bo mama miała dziś przyjechać ale ją powstrzymałam. ileż można. ma swoje życie, a ja musze po rusku sie ogarnąć

Michalinę najbardziej fascynuje temat krwi. jak mnie pokroili w szpitalu to dopominała się zdjęć z krwią :D wysyłałam co mogłam



tylko tyle, mamo? nie masz tam więcej?



eee, tylko na ręce? zamarudziła po kolejnym mms-ie. niestety krwi więcej nie miałam ;) za to miałam pokrojoną nogę, którą rozesłałam do znajomych oczekując współczucia :D



i jeszcze jedno. to akurat bardzo sie Michalinie podobało bo 'widać że krew leci z twoich ran mamo'



dobra. dosyć tego porno dla biedaków. świeci słońce, zieleń sie zieleni. zaraz pokuśtykam na ganeczek (tylko dwa niziutkie stopnie po drodze wiec dam rade) i siądę niczym babinka na krzesełku. odsłoniwszy rany pokontempluję świergot ptaszków i autostradowy szum

jeszcze Michalina. zmieniała żarówki, bo moj Tata nie mógł ręki w klosz włożyć. a ja leżałam na kanapie i co tu robić. to zdjęcia robiłam




do następnego. ide cwiczyc chodzenie

11:53, anulina
Link Komentarze (9) »
niedziela, 28 października 2012
12

chciałam tylko jedno dziś powiedzieć. jutro moje starsze dziecko ma urodziny. z tej okazji się pochwalę. tymże dzieckiem znaczy :) mój syn śpiewa. no wiem wiem, każda mama mówi, że jej dziecko wszystko robi pięknie i super. Micho naprawdę śpiewa. i to tak, że wszystkim gały wychodzą z orbit. pierwsze oznaki były juz jakis czas temu. na imprezie u znajomych wszystkie dzieci śpiewaly sobie karaoke w domu, a my dorośli byliśmy na zewnątrz w ogrodzie. nagle słychać super czysty, profesjonalny śpiew. znajomy, gospodarz imprezy (w słowach nie przebiera) mówi: kurwa, kto to tak śpiewa?? ja na to, że Micho. ożeszkurwa! - zajęczał znajomy
no i teraz, w 6 klasie, talent Micha został zauważony. śpiewa na apelach itp, wszyscy mu bija brawo, jak śpiewa to się kołyszą - a on, jak artysta na scenie śpiewa...
ostatnio rozmawiałam z panią psycholog, miała dyżur w świetlicy, odbierałam raz na ruski rok Michalinę a ona: wie pani co, był apel, ja sobie siedzę, apel jak aple (nuda i flaki znaczy) aż tu nagle ktoś zaczyna śpiewać. i śpiewa tak, że mi ciarki idą. patrzę, a to Michał! i siedziałam jak zaczarowana, a on zero tremy, jak artysta z krwi i kości, a 200 uczniów slucha i bije brawo

no. to tyle chciałam. dodam tylko, że jutro będe 12 lat starsza niż w dniu kiedy to pierwszy raz w życiu przebywałam na oddziale porodowym szpitala im świętej rodziny w poznaniu



22:57, anulina
Link Komentarze (10) »
piątek, 05 października 2012
flądra w kadrze

no zawsze tak jest. po prostu zawsze. jedzie sobie człowiek zobaczyć to i tamto, ustawia sie żeby jak najlepsze zdjęcie zrobić, manewruje swoim aparatem marki idioten, już na horyzoncie porządnie wieża faktycznie krzywa a tu jakaś flądra w kadr wlezie i dupa sraka z całego ujęcia :/ gdyby jeszcze jaka wyjściowa była a grube to to i pasztetowate mocno. no ale w sumie wieże widać wiec pies flądrę drapał w tym całym kadrze



z njusów to zrobiłam 50 słoików papryki konserwowej ale już zjedzone 15 wiec zapasów na zime nie bedzie

przy kominku siedze i grzeje stare kości. zgłosze sie chyba do zawodów na mistrza rozpalania kominka bo robie to w 2 minuty. w tym celu używam własnoręcznie zebranego chrustu i porąbanych patyków (własnymi rękami z siekierą w nich). mam zajebisty nabytek - pniak do rąbania drwa! z koszalina jechał! technika rąbania jest mi znana aczkolwiek praktyka wymaga dopracowania :)

tymczasem bo spać ide. z kurami. pobudka 5.30 i lulu 21. cóż za niesamowicie fascynujące życie!

Tagi: flądra
20:53, anulina
Link Komentarze (8) »
wtorek, 11 września 2012
żyje sobie

chociaż pisze tutaj niewiele ;) mam swoje powody aby pisac na moich oficjalnych blogach prawie nic :D

mimo wszystko donoszę co następuje: w ramach zrywania z wszelkim nałogami (fajki poszły na dobre!) zerwałam też z oglądaniem klanu... wiem, żałośnie to brzmi (z tym klanem znaczy) ale postanowiłam nie oglądac w TV nic, a za 10 m-cy kiedy to moja umowa wygasnie - zlikwidowac TV w ogóle na dobre. duzy plus - moj salon bedzie duzo bardziej ustawny :D

nowy rok szkolny napawał mnie mega obawami. Micho dał mi popalić w 5 klasie i nastawiłam sie na hardkorie. a tu? rewelacja. piątka z matmy, piatka z polskiego i piątka z angola. nie bedzie tak źle. zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że rejonowe gimnazjum jest jednym z najlepszych w naszej wsi, a Micho już sobie wybrał profil

wakacje miałam zajebiste! oprócz tego że zobaczyłam wiele pieknych rzeczy ;) to jeszcze przeczytałam 5 książek. panią roche polecam bardzo. wagina w tytule mocno myli. żona_22 też polecam. zupełnie inna bajka niż roche, po amerykańsku mocno ale fajnie sie czyta. pan głowacki z sonią w tytule - tez proszę przeczytać. plus camilla lackberg z tytułem juz nie pamiętam bo za wiele ich było - może być. pan nesbo? temu najlepiej łowcy głów wyszli. 'pierwszy śnieg' może być, ale dupska nie urywa. teraz czeka na mnie grey okrzyczany, ale kumpela mi średnia recenzje przedstawiła wiec poczeka pan grey aż pancia anulina raczy wzrok na nim złożyć

oprócz tego? patyki tnę, rozpałkę szykując. sąsiedzi pewnie myślą, że zima mega sroga będzie wszak anulina juz od dwóch miesięcy chrust szykuje i nawet a la szopę sobie zorganizowała! cwaniarka. z putinem jest w zmowie. ten dziad juz klimat zmodyfikowal i mrozy minus 50 beda w polsze bo musi gdzie swoj gaz upchnąc - USAki juz go nie chcą, bo ropę z łupków wyciskają

z njusów? buraki będę robić i w tym celu 100 słoików zakupiłam. wiem wiem pojebana jestem. zawsze byłam. nic sie w tej kwestii nie zmieniło ani podejrzewam juz nie zmieni. uhodowałam z 10 kg buraków na grządkach, reszte dokupię. może na forexie? :D

to do miłego moi znajomi blogowi i dziekuje za maile. piszcie to sobie popiszemy i umilimy cieżkie życie :)

22:19, anulina
Link Komentarze (7) »
piątek, 10 sierpnia 2012
zwariowałam
100 słoików dzemu zrobiłam



niedługo zaczne szydełkować

ponadto:

- wszystko w chacie kwitnie mi jak szalone

kliwia stoi 5 lat. i w tym roku mnie nagrodziła



a kaktus w sypialni, byle jaki był, marnota taka i co? ano to



nie wspomnie o 4 zajebiaszczych orchideach. foci nie bedzie bo juz za duzo sie chwale ;)

wczoraj tone drewna przerzucialam. własnymi ręcami! kominek mam. nie wierze po prostu. dzis inauguracja jest. zyc panie nie umierac

melduję, że od rzucenia palenia ani jednej fajki nie spaliłam! toż to szok panie. było w robocie kilka imprez. mało integracyjna byłam bo na fajke nie wychodzialam wcale. rzygac mi sie chce od samego zapachu

robie sie starą babiczą (tak twierdzi moja siostra, lat 20). nie pale, mało pije. coraz mniej na P, panie :D

jutro malowanie pokoju Micha robie. rura z kominka u niego jest, była mała rewolucja wiec odświeże to wszystko wlasnymi łapami jeszcze. plus kawałek nowej wykładziny i git bedzie

i tak sobie zyje powolutku. absolutnie nie narzekam! :) rece mam, nogi mam to na co narzekać?? pozitiv sinking to moja specjalność i mam ochote zarazić tym cały świat (no, przynajmniej poznańskie świerczewo :)

a! przeczytałam z 5 ksiażek miedzyczasie. najbardziej bawiła mnie ta pod tytułem: facet na telefon. polecam tym, którzy chca sie pośmiać oraz tym, ktorzy planują zostac męskimi dziwkami - po lekturze tej książki nic, tylko tenże zawód wybierać. może w koncu takie studia zorganizują? podyplomówę bym se zrobiła!


poniedziałek, 16 lipca 2012
z pamiętnika podstarzałej feministki

nie nie. ustalmy. feministką nie jestem. feministke to poznałam w portugalii. amerykanka. włochy spod pach do pasa, nogi jak u gorylicy. moj feminizm objawił sie przed chwilą kiedy to szorowałam kible. yyyy znaczy gosposia szorowała a ja patrzyłam. no dobra, w gumowych rękawicach patrzyłam ;)  szorowałam te kible i miałam wiele przemyśleń. ot choćby takich, że radowały mnie wyczyszczone syfony. to znaczy świadomość, że mam wszytskie syfony wyczyszczone. pare dni temu wzięło mnie na czyszczenie rur od wewnatrz. nie żeby kret. łatwizna. ja rozkręcę wszystko i wybiorę cały syf. jeden syfon. sukces. drugi syfon. sukces. trzeci gorzej, bo wielką nogę od umywalki w łazience trzeba było odkręcić. śruby były chyba tak wielkie jak w mojej piszczeli. pot spływał mi po dupie. ale w koncu sukces. kiedy zabierałam sie za wannę byłam pełna optymizmu. ochoczo rozkęciłam syfon, wybrałam z kilogram bagna i... skręciłam ładnie. zadowolona jak cholera zaprosiłam żuberka. do żołądka. dzieci wieczorem do mycia. michalina wypuszcza wode, po kilku minutach michał z dołu: mamooooooooooo woda leci ze ściany!!! orzeszku!! fale zaczęły zalewać moje kwiaty - woda spływała znad okna, farba zaczęła się marszczyć... jesu... natychmiast zatkałam korek w wannie i do sąsiadki. dzien dobry, ja męża pilnie muszę pożyczyć. sąsiadka już zna te numery. prąd, woda, odwierty - wypożycza mi męża na pół godziny i wszyscy są zadowoleni. sąsiad wielki, ledwo po wanne sie schylał. pomieszał, pomieszał. wanna działa. niech żyją ludzie dobrej woli. a ostatnio kilku takich spotkałam. na przykład taka jedna sąsiadka. od początku zero kontaktu, wściekała się kiedy wbrew okolicznym sąsiadom zamknęliśmy przejście, które de facto przebiegało przez nasz ogród. od kilku lat ja jej mruczałam dzień dobry, a ona mi odmrukiwała. aż tu pewnego dnia micho przychodzi: mamo, ta pani opowiedziała mi historię swojego życia, jej mąż umarł jak miał 40 lat, jej dzieci tez nie miały taty i ona mówi że ty jesteś dzielną i odważną kobietą i że chciałaby z tobą kawę wypić. zdziwiłam się bo to jest wielka pani radca prawny, jej syn jest lekarzem, dyrem najwiekszego prywatnego szpitala w mojej wsi, córka jest też w kosmos jakoś w londynie panie - wiec jak ja wieśniara mam z nia kawę pić? a micho: zaprosiłem ją do nas. i przyszła. z czekoladkami. wycałowała mnie (byłam w szoku!!) zachwycała się michałem - gada z nim często, obserwuje go.  z takim sercem mówiła o michu, że serio prawie się poryczałam. jakbym potrzebowała pomocy, lekarskiej, prawnej - ona mi pomoże.  raczej nie skorzystam, ale miło z jej strony. ciepło na sercu

ponadto wilki miałam. w ogrodzie. jak mnie ojciec opierdolił! jak wpadł do szklarni to wywalił z niej więcej krzaków pomidorów niz zostawił ;) juz myslałam że zwariował, ale jak wyszedł to miodzio panie. codziennie jem swoje ogórki i pomidory. szczęście po prostu. a potem miałam test. sama musiałm oporządzić mega wilki. pewien fajny facet mnie o to poprosił. że jest fajny, to podjęłam się zadania. wycinałam, podwiązywałam i wyszło mega git! mogę więc spokojnie nazwac sie wieśniarą pełną gębą

i jeszcze jedną ciekawą rzecz przeżyłam. dark restaurant czyli jedzenie w ciemności. niesamowite. najpierw myślałam że moja klaustrofobia nie pozwoli mi tam wysiedzieć, ale towarzystwo było doborowe, gadałyśmy jak szalone i zapomniałam o panice. ciapanie palcami po talerzu i szukanie na nim jedzenia jest naprawde niecodziennym przeżyciem. kelnerzy w noktowizorach i rozpoznawanie w mega ciemności co się je. polecam :)

no i najważniejsze. jako potencjalna biedna emerytka pojechałam do ciechocinka. zobaczyc co i jak. jeszcze troche i bede polowac na maksikaaaza. pojechałam obczaić najlepsze miejsca w domu zdrojowym i przeżyłam szok. ja, lat lepiej nie mówić, pierwszy raz w życiu widziałam tężnie i dowiedziałam się po co je zbudowano i jak działają. budowle są fantastyczne. absolutnie nie spodziewałam się czegoś takiego. ja durna ciemnota myslałam, że tężnie to jakieś zdrowe, stężone powietrze które sie wdycha z jakis rur... taaaaa. bez ściemy

poza tym same nudy :D obejrzałam z 20 filmów i przeczytałam z 5 książek. ryan gosling jest ostatnio na mojej filmowej tapecie. crazy stupid love czeka. ponoc genialne. a! i audiobuka słucham. paragraf 22 odświeżam. główny bohater nienawidzi wojny. nie ma zielonego pojęcia dlaczego wszyscy do niego strzelaja i chca go zabić. on przecież  wykonuje tylko swoje zadania jako pilot bombowca. heller rulez

to by było na tyle. drugi kibel musze umyć bo gosposia gdzieś zniknęła

20:02, anulina
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
obornik bydlęcy

zakupiłam tenże specyfik ponieważ... zabieram się za hodowlę pomidorów. zawsze o tym marzyłam i moje marzenie właśnie się spełnia. ponadto spełnia się jeszcze jedno moje wielkie marzenie. teraz uwaga. będę miała profesjonalną szklarnię na ogrodzie! wiem, niewiarygodne. ale prawdziwe :) przebieram już nerwowo nogami. szklarnia przyjdzie lada dzień!

w tym celu muszę (z nieukrywaną przyjemnością!) zweryfikować plany hodowli pomidorów! będzie ich zdecydowanie więcej! ponadto będą jeszcze inne pomniejsze uprawy: seler, sałata, rzodkiewka. w planach jest nawet papryka...

o truskawkach nie wspominam, rozumie się samo przez się ;) mój Tata założył mi profesjonalną uprawę. doglądam ino, podlewam i tuczę okiem

moja rolnicza dusza rozwija skrzydła. co prawda na chlewik i obórkę nie mam obecnie warunków ale kto wie co mnie w życiu czeka :)

powiem tak. jest dobrze. łażę z brudnymi stopami, wyrywam chwasty tu i tam, rozpalam grila (w dwie minuty ;) i jestem przeszczęśliwa

chyba proces zamiany w faceta postępuje, gdyż teraz mam zadanie dla boba budowniczego, które realizuję bardzo ładnie. mianowicie jeden ze stopni schodów na taras sie złamał. dziś w tartaku okazało się, że deska przegniła (juz podejrzewałam korniki). pomalowana deska schnie na tarasie, jutro będę nawiercać i przykręcać. jestem taki wash and go to jest żona i mąż do wynajęcia w jednym ;) uszykowałam wiertarke i wiertła do drewna. skoro świt działam

są jeszcze inne wspaniałe wieści (musze niektórych czytelników zmartwić ;) mam ZAJEBISTY ekspres do kawy! marzyłam o takim. Michał normalnie sie popłakał jak ekspres wjechał do kuchni. wiedział, ze marzyłam o ekspresie, który zrobi mi super latte. chciał mi kupić, ale nie miał biedaczek za co ;) wzruszył się chłopina na serio

a! dobre wieści chodzą stadami. przed godziną moje dzieci wyciągnęły z piwnicy namiot. i co? ano to, ze w namiocie zaplątany był mój aparat fotograficzny! zgubiłam go prawie rok temu :D na to konto zapaliłam fajkę (nie palę już ;) no chyba ze jest mega specjalna okazja. i jest

poza tym jest jeszcze kilka innych fajnych wieści, ale zachowam je dla siebie :))

długi weekend działa na mnie zbawiennie! podlewam, prasuję i się realizuję ;) czytam sobie oczywiście to i owo, nawijam przez telefon z tą, tamtą i tamtym, wstawiam 10 zmywarek dziennie, piekę ciasta, nie golę nóg i jestem nieatrakcyjna. i mam to w dupie!

i tego wszystkim życzę


czwartek, 08 marca 2012
płaskie meble i spleśniałe pulpety

jaka ja naiwna jestem! ludzie. otóż myślałam, że płaskie meble to sie kupuje tylko w ikei, a w innych sklepach są 'normalne' meble, to znaczy już od razu gotowe do użytku... pojechałam z dziećmi po krzesło-fotel do kompa. obecne krzesło nadgryzł już czas swoim ostrym zębiskiem. wybieramy krzesło-fotel, w sklepie wyglądały super. jak już wybraliśmy to zapytałam (zupełnie znienacka, spodziewając się twierdzącej odpowiedzi) no więc zapytałam czy to krzesło w magazynie będzie wyglądało tak jak to na sklepie. miły pan odpowiedział, że będzie w kartonie. no w kartonie, ale będzie od razu do użytku? - dopytywałam. no, trzeba będzie je skręcić. o nie. tylko nie to! - zakrzyknęłam. ale to jest bardzo proste - zapewnił miły pan. jasne! bardzo proste. tak jak dla ciebie zrobienie pierogów z kapustą - to już pomyślałam, poddenerwowana perspektywą wieczoru ze śrubami i instrukcjami

to jest chamstwo, panie. jeśli facet ma ochote na pierogi z kapustą to idzie do sklepu i kupuje pierogi z kapustą, a nie karton ze składnikami do samodzielnego montażu pierogów. ewidentna dyskryminacja. facet bez kobiety na podorędziu może zjeść pierogi z kapustą, a babka bez faceta na podorędziu musi wykazać się sprytem i umiejętnościami wkręcania śrub aby posiedziec na fotelu, który zakupiła!

godzinę dziabałam przy fotelu. jakiś idiota napisał w instrukcji, że montaż zajmuje 15 minut... w 15 minut to można co najwyżej pierogi skleić

i tak płynnie przechodze od pierogów z kapustą do spleśniałych pulpetów. dziś w pracy, robiąc sobie kawe podsłuchałam rozmowe dwóch pań sprzątających. wyrażały oburzenie stanem lodówki. najbardziej bulwersowały je spleśniałe pulpety. obserwowały je od dwóch tygodni. pełna obaw zerknęłam ukradkiem czy aby nie należą do mnie. ufff. nie mi spleśniały. w pewnym momencie w kuchni pojawiła się ważna osoba. jej ważność polega na tym, ze ma klucz do dwóch kuchennych szafek. panie poinformowały ważną osobę o stanie rzeczy tj pulpetów. ważna osoba zatroskała się. co za czasy nadeszły dla firmy! kiedyś to byłoby nie do pomyślenia, aby w lodówce znajdowały się spleśniałe pulpety! z bardzo prostej przyczyny. ówczesny dyrektor nakazał paniom sprzątającym bieżące czyszczenie lodówki ze spleśniałych resztek. a teraz? panie zaczęły ochoczo ryć w lodówce. proszę! spleśniały dżem (chyba mój :D spleśniała cytryna i jeszcze coś małego, ale za to bardzo spleśniałego. ważna osoba zaproponowała, że za chwile napisze maila do wszystkich juzerów i poinformuje o stanie spleśniałości rzeczy. wtedy wyszłam z  kuchni. i postanowiłam czekać na maila z ważnością wysoki

mail nie nadszedł. chyba bardzo ważna osoba poszła po resztki rozumu do główki. za to przy następnej wizycie w kuchni znalazłam obwieszczenie:



spleśniałe pulpety zniknęły...




19:25, anulina
Link Komentarze (5) »
niedziela, 26 lutego 2012
urlop (nie w Egipcie!)

chyba jestem chora. albo zboczona. bo jak dłużej nie piszę to czuję że muszę wleźć i napisac...

koty mi prawie zdechły :/ jeden na zapalenie płuc (by zdechł) a drugi na zapalenie skóry (by zdechł). ale rychło w czas zmieniłam weterynarza i Bamberka przeżyła (prawie półłysa już była i mega zabiedzona). a Panterce za poradą mojej Mamy dałam antybiotyk. moja Mama uratowała już dziesiątki, jeśli nie setki! kotów. koty doszły do siebie. będą żyły

na drutach robię. szalik. ale nie wygląda jak szalik na razie... ;)

oooo i byłam na pokładzie. to jest w knajpie pokład w gdyni. w doborowym towarzystwie byłam. znajomi mieszkają w gdyni, ale nigdy tam wczesniej nie byli. ale słyszeli. to poszlismy. misz masz panie. muza od danza kutro po boni M. w drinkach nie było w ogole alkoholu (zaznaczam, że kosztowały tak jakby tam był)

na koncercie tez bylismy. hey. ale tylko jeden stary kawałek byl. reszta nowe. nie znam. a ja lubie tylko muzyke, którą znam :)

powiem wam, ze wyjazd do trojmiasta był ZAJEBISTY. tfu! bardzo udany znaczy sie




po molo łaziliśmy sobie. mało nam łbów nie pourywało. jak zjawa wyglądałam. ponizsze rekawiczki są przeszłoscia, bo zgubilam nastepnego dnia, a je lubilam :/




pilismy grzane wino (ja z moim bardzo doborowym towarzystwem ;)
i na basenie byłam pare razy. no żyć panie nie umierać

niestety bez schiz sie nie obyło :/ w gdyni zaginęła kolejna babka. tej iwony wieczorek nie znalezli, teraz zaginela inna pani iwona. jej zdjecia byly wszedzie porozlepiane. monciak mi sie snił dwa razy. widzialam te dwie iwony. szły sobie, a ja chciala je ostrzec ze mają zaginąć i zeby uważały. ale nie mogłam słowa z siebie wydusić

a od jutra witamy w kieracie. apiać. akumulatory jednak naładowane, wyspałam sie super, narobiłam zagadek, sudoku, naczytałam ciekawostek z życia ryb, planet i neandertalczyków. to teraz ania do roboty paszła won




22:50, anulina
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5